Jeśli płacisz za pliki llms.txt, dzielisz treść na drobne kawałki dla AI albo kupujesz wzmianki o marce, żeby pokazać się w AI Overviews, możesz przestać. Google wykreślił te taktyki GEO ze swojej oficjalnej dokumentacji 15 maja 2026, w sekcji nazwanej dosłownie „mythbusting”. Pięć popularnych zagrań z ostatnich osiemnastu miesięcy dostało etykietę: niepotrzebne.
To nie jest wpis na blogu jakiegoś specjalisty ani komentarz z podcastu. To strona w Search Central, postawiona obok przewodnika startowego SEO. Google rzadko poświęca osobny dokument na obalanie cudzych pomysłów; jeśli to robi, znaczy, że dana praktyka rozlała się już za szeroko.
Pięć taktyk, które Google skreślił z listy
Sekcja „czego nie musisz robić” wymienia pięć zagrań. Każde z nich sprzedawano przez ostatni rok jako warunek widoczności w generatywnym wyszukiwaniu. Oto werdykty Google, zebrane w jednym miejscu.
| Taktyka | Stanowisko Google | Co robić zamiast |
|---|---|---|
| Pliki llms.txt i „specjalny” markup | Niepotrzebne do pojawienia się w wyszukiwarce AI | Zwykły, dostępny dla bota HTML |
| Chunking treści na drobne fragmenty | Brak wymogu; nie istnieje idealna długość strony | Pisz dla czytelnika, nie dla parsera |
| Przepisywanie stron pod AI | Bez specjalnych korzyści; systemy rozumieją synonimy i intencję | Jeden tekst, naturalny język |
| Sztuczne wzmianki o marce | Nie poprawiają widoczności; filtruje je antyspam | Realne rozmowy o produkcie w sieci |
| Obsesja na punkcie danych strukturalnych | Nie wymagane do AI; brak magicznej schemy | Schema dla rich results, treść na pierwszym miejscu |
Trzy z tych werdyktów są proste i ostateczne. Dwa mają drugie dno, o którym branża już zdążyła zapomnieć. Rozłóżmy je po kolei.
llms.txt: martwy w Google, żywy u agentów
Najgłośniejsza ofiara tej aktualizacji. Plik llms.txt miał być wejściówką do AI Overviews; okazał się ślepą uliczką. Google mówi wprost: nie musisz tworzyć żadnych maszynowych plików, plików tekstowych dla AI ani wersji w Markdown, żeby trafić do generatywnego wyszukiwania. Crawler może taki plik pobrać, ale nie traktuje go w żaden szczególny sposób.
Liczby dobijają argument. W badaniu 137 tysięcy domen Ahrefs sprawdził logi serwerów i wyszło, że 97% plików llms.txt nie dostało ani jednego zapytania w maju 2026. Adopcja sięga 28% domen, a mimo to pliki leżą nietknięte. John Mueller porównał llms.txt do dawnego meta tagu keywords; trudno o gorsze towarzystwo.
Jest jednak druga strona. Plik nie jest bezużyteczny wszędzie. Anthropic zaleca go w wytycznych „Writing for Agents”, a Claude Code realnie sięga po llms.txt, budując narzędzia oparte na cudzych API. Mueller nazwał to „tymczasową protezą, która oszczędza trochę tokenów” asystentom kodującym. Jeśli prowadzisz dokumentację techniczną dla deweloperów, plik ma sens. Ale to relacje z deweloperami, nie GEO.
Dane strukturalne: czytaj ten werdykt wolno
Tu większość komentarzy bierze sprawę na skróty i myli się. Google mówi, że dane strukturalne nie są wymagane do generatywnego wyszukiwania i że nie istnieje żadna specjalna schema.org, którą trzeba dorzucić. Brzmi jak zachęta do usunięcia schemy z całego serwisu. To pułapka.
W tym samym akapicie Google dodaje: zostaw dane strukturalne jako część ogólnej strategii SEO, bo dają prawo do rich results w klasycznym wyszukiwaniu. Czyli schema nie jest dźwignią do AI Overviews, lecz wciąż pracuje na gwiazdki ocen, ceny i pozostałe wzbogacone wyniki. Wyrzucisz ją w odruchu „Google powiedział, że niepotrzebna” i stracisz widoczność tam, gdzie naprawdę masz CTR.
Praktyczna zasada brzmi: trzymaj standardowe typy (Product, Article, FAQ). Skasuj tylko to, co dorzuciłeś spekulacyjnie pod AI: autorskie adnotacje czy markup dodany wyłącznie po to, by „podkreślić treść dla modelu”.
Sztuczne wzmianki o marce, czyli czego nie kupować
Wyobraź sobie ofertę: „załatwimy ci wzmianki na 50 blogach, żeby AI uznało cię za autorytet”. Google patrzy na to bez złudzeń. Generatywne funkcje pokazują, co sieć mówi o produktach: w blogach, filmach, dyskusjach na forach. Pokazują, ale nie dają się oszukać.
Mechanizm jest prosty: rdzeń rankingu premiuje wysoką jakość, a osobne systemy blokują spam, i funkcje AI opierają się na obu naraz. Wyprodukowane masowo wzmianki nie budują autorytetu tematycznego, który realnie wpływa na odpowiedzi modelu. Jeśli ktoś sprzedaje ci pakiet wzmianek pod widoczność w AI, policz dokładnie, za co płacisz. Z drugiej strony prawdziwe rozmowy o twoim produkcie na Reddicie czy w recenzjach robią robotę, bo to one zostawiają autentyczny ślad encji w sieci.
Czego Google nie obaliło, czyli gdzie leżą pieniądze
Funkcje AI w Google siedzą na tym samym silniku rankingu i jakości co zwykłe wyniki. Działa to przez RAG i rozdzielanie zapytania na powiązane podzapytania (query fan-out). Wniosek jest brutalnie prosty: jeśli twoja strona nie jest crawlowalna, autorytatywna i sensownie ułożona, nie wpadnie do indeksu, a bez indeksu nie zacytuje cię ani AI Mode, ani AI Overviews.
Najmocniejsza rzecz w całym dokumencie to rozróżnienie, które łatwo przeoczyć. Google dzieli treść na commodity i non-commodity. Commodity to przykład „7 porad dla kupujących pierwsze mieszkanie”: wiedza dostępna wszędzie, którą model wyprodukuje w sekundę. Non-commodity to „Dlaczego zrezygnowaliśmy z inspekcji i zaoszczędziliśmy: kulisy kontroli kanalizacji”. Pierwszoosobowa relacja, której nie napisze nikt poza tobą.
Test jest bezlitosny: czy model AI wyprodukowałby równie dobrą wersję twojej strony? Jeśli tak, to treść zastępowalna, i dokładnie ją AI Overviews syntezuje najchętniej. Google zapowiada, że właśnie ten czynnik wpłynie na widoczność w generatywnym wyszukiwaniu mocniej niż cokolwiek innego z całego przewodnika. Do tego dochodzi nowa oś na przyszłość: doświadczenia agentowe, agenci przeglądarkowi i protokoły w stylu Universal Commerce Protocol.
Jedno zdanie, o którym wszyscy zapominają: to dotyczy Google
Każde słowo tego przewodnika rządzi powierzchniami Google: AI Overviews i AI Mode, czerpiącymi z indeksu Google. I tyle. Dokument milczy o tym, jak źródła wybierają ChatGPT, Perplexity, Claude czy samodzielna aplikacja Gemini.
Te silniki mają własne retrieval, własne okna świeżości, własne preferencje źródeł. Nie zawsze lądują na tych samych stronach co Google. Kiedy Google mówi „llms.txt nic nie daje”, to prawda, autorytatywna, ale dla wyszukiwarki Google. To nie jest uniwersalny wyrok na każdy silnik AI, który przeczesuje sieć. Sklejanie tych dwóch rzeczy to mechanizm, w którym poprawne zdanie Google zamienia się w mylący branżowy nagłówek.
Najczęściej zadawane pytania
Czy mam usunąć plik llms.txt ze swojej strony?
Dla widoczności w Google możesz: nie robi tam nic. Zostaw go tylko, jeśli twoimi odbiorcami są deweloperzy korzystający z asystentów kodujących w stylu Claude Code, bo tam plik bywa użyteczny.
Czy dane strukturalne są już niepotrzebne?
Nie. Google mówi tylko, że nie są wymagane do funkcji AI. W klasycznym wyszukiwaniu wciąż odblokowują rich results, więc standardowe typy schemy zostaw na miejscu.
Co znaczy chunking treści i czemu Google go odradza?
To dzielenie strony na drobne, jednotematyczne kawałki, rzekomo łatwiejsze dla AI. Google twierdzi, że jego systemy rozumieją wiele wątków na jednej stronie i same wyciągają trafny fragment. Nie ma idealnej długości strony.
Czy warto przepisywać teksty „pod AI”?
Nie dla Google. Systemy rozumieją synonimy i intencję, więc nie musisz upychać każdej wariacji frazy ani kręcić zdań w „przyjazny dla AI” sposób. Pisz raz, normalnie.
Skoro stare taktyki padły, co realnie zwiększa widoczność w AI?
Fundamenty SEO plus treść non-commodity: crawlowalność, czysta struktura, aktualne fakty i własny, ekspercki punkt widzenia, którego model nie odtworzy sam. To samo, co buduje pozycje w zwykłym Google.
Czy ten przewodnik dotyczy też ChatGPT i Perplexity?
Nie. Wszystkie werdykty odnoszą się wyłącznie do funkcji AI w Google. Inne silniki mają osobne crawlery i własne kryteria cytowania, więc traktuj je jako odrębny temat.
Skąd wiadomo, że llms.txt naprawdę nikt nie czyta?
Z logów. Ahrefs przebadał 137 tysięcy domen i pokazał, że 97% plików llms.txt nie odnotowało żadnego zapytania w maju 2026. Większość ruchu, który był, pochodziła od narzędzi audytowych, nie od botów AI.
Co zrobić z tym w poniedziałek rano
Przejrzyj swój backlog GEO i wykreśl z niego trzy pozycje: budowę llms.txt pod Google, dzielenie tekstów na sztuczne fragmenty i kupowanie wzmianek. Czas i budżet, które się zwolnią, przesuń na jedną rzecz, której żaden skrót nie zastąpi: treść, którą napisze wyłącznie ktoś z realnym doświadczeniem w temacie. Schemę zostaw tam, gdzie pracuje na rich results. A widoczność w ChatGPT i Perplexity potraktuj jako osobny projekt, bo nim właśnie jest.
Źródła i dalsze informacje
- Google Search Central. „Optimizing your website for generative AI features on Google Search.” developers.google.com
- Search Engine Land. „Google publishes guide on optimizing for generative AI features.” searchengineland.com
- Ahrefs. „We Analyzed 137K Sites: 97% of llms.txt Files Never Get Read.” ahrefs.com
- Search Engine Journal. „Google’s New AI Search Guide Calls AEO And GEO 'Still SEO’.” searchenginejournal.com







